Spódnica transformers + TUTORIAL

Jako że kucharką jestem ekonomiczną, to dziś dwie pieczenie na jednym ogniu – recykling szyciowy i tutorial.

Jakiś czas temu, za niebagatelną kwotę 10 zł (sic!) upolowałam w SH takie COŚ:

DSC00014

Nie pytajcie, nie mam pojęcia, co to miało być… Dla bezpieczeństwa (własnego zdrowia psychicznego) zakładam, że ktoś chciał coś uszyć, ale zgłupiał przy pierwszym kontakcie z maszyną i mu nie wyszło.

Tak czy inaczej, ten materiał zawładnął moim sercem tak mocno, że musiałam go mieć bez względu na koszty (byle nie przekraczały 10 złotych). Od razu wiedziałam, że powstanie z tego spódnica do ziemi (potem okazało się, że sukienka również), w stylu boho.
W lecie rozpustnie zdradzam steampunk i wskakuję chętnie w takie zwiewne, kwiatowe rzeczy.

Konstrukcja najprostsza z możliwych – na gumie. Z tej okazji przygotowałam krótki tutorial dla początkujących.
Potrzebne będą:
– materiał wierzchni,
– szeroka guma (moja ma 3,5 cm),
– podszewka.

Krok 1:
Rozkładamy materiał i kroimy. W moim przypadku materiał wierzchni ma kształt trapezu – u góry 70 cm, w najszerszym miejscu – 160. Podszewka ma kształt kwadratu – 70 x 70 cm. Wszystko to x2!

Krok 2:
Kroimy gumę – moja (rozmiar mniej więcej 36 – 44) ma około 76 cm długości.

Krok 3:
Obrzucamy wszystko, a boki zszywamy (zarówno materiału wierzchniego, jak i podszewki).

DSC00020

Krok 4:
Zszywamy końce gumy.

DSC00022

Krok 5:
Układamy kolejno: materiał wierzchni prawą stroną do góry, gumę, podszewkę.
Zszywamy wszystko bardzo mocno naciągając gumę – tak żeby wystarczyło jej na całą szerokość spódnicy.

DSC00023

GOTOWE!

W ten sposób takie „nie-wiadomo-co” przemieniło się w pięknego transformersa.
Dlaczego transformersa? Bo można go używać zarówno jako spódnicy, jak i jako sukienki.

Spódnica:

DSC00011

DSC00012-001

Sukienka:

DSC00002

DSC00006

A tu jako recykling szyciowy:

Bez tytułu-002

Jak Wam się podoba taka zamiana?

bezc2a0tytuc582u

Życie w tweedzie

Od jakiegoś czasu myślałam o pogodzeniu tego, czym zajmuję się zawodowo z szyciem. Tak urodził się w mojej głowie cykl wpisów – Modna książka. Jak nazwa bynajmniej nie wskazuje, w luźny sposób będzie on dotyczył ubrań, które przewijają się na kartach rozmaitych książek. Nie wiem jak długo potrwa, ale wstępnie zakładam, że długo, bo temat jest niewyczerpany.

Na pierwszy ogień (choć w przypadku książek, to dość niefortunne określenie) pójdzie „Sto dni bez słońca” Wita Szostaka.

Wspo­mnia­łem, że na par­te­rze znaj­do­wał się sklep z twe­edem.(…)
Do tegoż skle­piku i zakładu kra­wiec­kiego w jed­nym skie­ro­wa­łem swoje kroki dru­giego dnia po przy­by­ciu. Nie byłem jakoś szcze­gól­nie zain­te­re­so­wany twe­edem, ale w New­port nie znaj­dziemy wielu rze­czy do zoba­cze­nia. Naci­sną­łem klamkę i wsze­dłem w cia­sny świat zie­lo­nych mary­na­rek i brą­zo­wych kami­ze­lek. Na pół­kach po lewej stro­nie leżały bele mate­riału, a po pra­wej, na wie­sza­kach, wisiały gotowe ubra­nia. Pomię­dzy tym wszyst­kim pozna­łem ją.
Wit Szostak „Sto dni bez słońca”

Zapowiada się harlequinowo, ale nie jest to początek historii namiętnej miłości, lecz raczej dość żałosnej historii niemłodego już nieudacznika… doktora polonistyki. Doktor ów przyjeżdża na wymianę uniwersytecką niemalże do ojczyzny tweedu – na, leżące nieopodal Szkocji, choć nieistniejące na mapach wyspy, Finnegany. Tam, wyśmiewany przez wszystkich, nieustannie robi z siebie przykrą karykaturę człowieka, a wszystko to z tweedem w tle.

Tweed – sławna m. in. dzięki Sherlockowi Holmesowi tkanina wełniana – pochodzi ze Szkocji. Najczęściej możemy spotkać się z tweedem w tzw. jodełkę. Nieraz, buszując po sklepach z tkaninami słyszę pytania kupujących: „Czy jodełka jeszcze modna?” Umiecham się wtedy pod nosem, a ostatnio przychodzi mi do głowy też „Sto dni bez słońca”.

Szkoci mają ewidentne zamiłowanie do słowa Tweed. Mają nawet taką rzekę, choć trudno mi orzec, czy ma ona jakiś związek z wełenką… może okoliczne owce lubiły moczyć nogi w tej rzece… Choć wydaje mi się, że owce generalnie nie lubią się moczyć.

Więcej o tweedzie można sobie poczytać tu: http://prochnik.pl/blogi/klasyczna-elegancja/jesien-to-czas-na-tweed/ – ciekawy tekst.

Tweed, jak wszystko, może być modny i niemodny.
Takie marynary a’la podstarzały profesor nie podobają mi się.

barva-harris-tweed-jacket-l

A z drugiej strony, miło czasem zobaczyć na ulicy takiego nieco przestylizowanego pana.

Tweed suit with plus fours from Dashing Tweeds

Byle nie za często!

Znalazłam też ciekawe, nowoczesne zastosowanie tweedu.
Na trampkach.

tweed-hi-top-sneakers-2

Może pasowałaby do nich taka „Holmesówka”?

tweed_deerstalker_hat_1w-1h

A jak Wam się podoba House w tweedzie?

House-and-Sherlock-sherlock-holmes-6569249-1100-1346

A tu inny tweedowy gadżet:

pol_pm_Sluchawki-Urbanears-Plattan-Tweed-981_4

Poniżej mamy klasyczny przykład zaawansowanej tweedomanii. To uczestnicy retro-rajdu rowerowego, który jest chyba świetnym przykładem tego, że tweed wrócił do łask. Przynajmniej w pewnych kręgach.

Tweed-78_404323b

Panie w tweedzie – prosto od Chanel

tweedjacket

W stylizacjach z przełomu XIX i XX wieku (aż po lata 40.) tweed szalenie mi się podoba. Mój płaszcz (choć bawełniany) też ma taki typowo tweedowy wzór.
A Wy widzicie się w tweedzie?

Źródła zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Bez tytułu

Kiedy Zashevka była mała…

…nie różniła się niczym od innych małych dziewczynek. Miała kucyki, kolorowe sukienki, lalki i dużo czasu spędzała z mamą, nieustannie pytając o bzdurne rzeczy. Kiedy mama Zashevki miała serdecznie dosyć milionów pytań, wymyślała córce różne zajęcia skutecznie zamykające buzię. Rysowanie, malowanie, wyklejanie, wycinanie, nawlekanie koralików… Stąd mi się wzięło to, co teraz robię. Mam w głowie różne slajdy z dzieciństwa. Pamiętam na przykład ludziki wycięte przez mamę z szarego papieru, które miałam ozdabiać kolorowymi papierkami i koralikami. Miałam wtedy nie więcej niż 4 lata, może 5. Pamiętam kolorowe książki o rękodziele, które przynosiła z pracy. W domu zawsze rękodzieło było obecne.

Mama robiła na drutach i szydełku. Mama przyniosła do domu maszynę do szycia. Ona miała pudełka z cekinami i guzikami, w których można było godzinami grzebać.

Teraz też zresztą nie rozstaje się z robótkami, więc dziś postanowiłam zaprezentować Wam jakiś mikroskopijny ułamek jej prac.

Na pierwszy ogień najnowsza dekoracja wielkanocna. Na zewnątrz metalowa obręcz obrębiona na szydełku i ozdobiona maleńkimi pomarańczowymi kwiatuszkami. W środku dwa jajka w szydełkowych koszulkach.

DSC00009-001

DSC00003-001

Teraz jedna z moich ulubionych rzeczy – naprawdę duża serweta z pięknym wzorem – nigdy nie miałam cierpliwości do liczenia oczek.

DSC00026-001

Inna biała serweta:

DSC00001 (3)

A kiedyś zamarzył mi się szydełkowy abażur i proszę – dostałam cały komplet:

DSC00003

Od mamy zaczęła się moja przygoda z rękodziełem.
Ciekawa jestem, jakie były Wasze początki?

Polub mnie TU!

Ten jeden jedyny!

Czasem tak jest, że jedno spojrzenie wystarczy. Idziesz, niby nie zwracasz na nic uwagi, ale jak się pojawi na horyzoncie to wiesz, że to ten, ta, to… Potem możesz oglądać dziesiątki tkanin, wzorów, kolorów lecz Twój wzrok cały czas wraca do tego jednego jedynego. To już koniec, przepadłaś z kretesem.

Taki dzień…

Zdarza się, że wychodząc z domu wiem już, że to dobry dzień. Po prostu, intuicyjnie. Strasznie to zabobonne i mam wrażenie, że nikt rozsądny nie wziąłby tego na poważnie, ale ja jestem teraz śmiertelnie poważna. Wszystko dzieje się jak na zawołanie. Wchodzę do sklepu np. tkaninowego, od razu znajduję dokładnie to, czego potrzebowałam, coś krzyczy do mnie z półki „Weź mnie! Weź mnie!” – i wiem, że nie mogę odmówić. Wtedy zazwyczaj jestem zadowolona z zakupów. Kiedy męczę się, wybieram, przebieram i nie mogę się zdecydować, zawsze po powrocie jest coś nie tak – za mało, zbyt rozciągliwe, nie pasuje, źle się szyje, brzydkie itp. itd. Dziś był taki dobry dzień. Niby nie kupiłam nic szczególnie wymyślnego – ot, dzianinę na bluzkę, kilka podszewek, takie tam bzdury – ale właśnie te bzdury po jakie wyruszyłam na polowanie…

Jak prawdziwy zdobywca

Te myśliwskie metafory nie są przypadkowe. Lew, gepard, pantera, czy jakikolwiek inny dziki kot, wie o wiele wcześniej, która gazela znajdzie się dziś w jego szponach. Jest jego jeszcze zanim zerwie się do biegu, od samego patrzenia. W przypadku ciuchowych/tkaninowych zakupów bywa podobnie. Żadna racjonalizacja nie wchodzi tu w grę. Wypatrzone = moje. Miłość czy obsesja (a może jedno i drugie) – jeden impuls sprawia, że spośród dziesiątków podobnych materiałów, wiem który powinien znaleźć się w mojej szafie.

W sidłach szmatoholizmu

Można kupić o jeden kawałek za dużo, dwa ewentualnie… ale pięć metrów? Takie „szczęśliwe” dni, kiedy dokładnie wiem czego chcę i co mi się podoba, przeciwdziałają górom „(nigdy nie) przydasiów” rosnącym w naszych szafach. Pewność siebie i zdecydowanie – oto czego mi, domowej krawcowej, potrzeba. Kiedy wyruszam na zakupy z nastawieniem łowcy, a nie ofiary i wiem, że potem powiem „wszystko, co kupiłam było dobre”, łatwiej powiedzieć „nie” kolejnej szmatce, co do której nie jestem pewna, czy jest „must have” czy tylko „może się kiedyś, ewentualnie, przypadkiem przydać”.

Nic na siłę – to pierwsze i jedyne przykazanie udanych szmatozakupów.
Wierzę w zakupowe przeznaczenie.

669772_13940553-001
Źródło: http://www.freeimages.com/

Kocia ekotorba

Kocia torba, na temat której spojlowałam Wam wczoraj na facebooku, już jest gotowa (:

Wymiary ma standardowe – takie, jak każda ekotorba mieć powinna.
Wzór pewnie poznajecie np. stąd.

Tym razem kot wyszedł bardziej brązowy (bo rudość mi się skończyła).

Torba (wraz z kotem) jest do wzięcia – może nawet pojawi się w moim sklepie.
(brązowy jest dostępny „od ręki”, rudego można zamówić)

DSC00040

 

Recykling szyciowy – marzec 2014 – podsumowanie

Przygotowałam bardzo spóźnione podsumowanie recyklingowego marca! Przepraszam Was bardzo :)

Na początek torba uszyta przez http://dorotaoz.wordpress.com/

 Bardzo praktyczne wykorzystanie narzuty z IKEA oraz zdobycznej koronki!

 

Teraz przeróbki od http://mylittlemisha.blogspot.com/

Po pierwsze – koszula dla małej księżniczki, powstała z bluzki w stylu boho z SH.

Po drugie – zamiana bluzki z sukienkę.

Po trzecie – sukienka ze spódnicy – prawdziwa magia (;

 

Recykling http://przygodneszycie.blogspot.com/

Bufki na pagony – taka zamiana!

Oto jak z reklamowej bluzki zrobić bluzkę bardzo kobiecą.


Przeróbki http://sernik-handmade.blogspot.com/

Sadzone na poduszce!

przerabiamy poduszkę

Jak zrobić z dwóch koców jeden, ale za to jaki dekoracyjny!

kocyk dla dziecka jak uszyć

Kwiatowa metamorfoza od http://wiklinoweroznosci.wordpress.com/

Poszarpany materiał z sh przemienił się w różaną torbę.

Zapraszam na kolejny recykling szyciowy!
Zasady można znaleźć tu> recykling szyciowy

zmieniamy rzeczy

 

Wszystko, co zrecyklingowałyście w kwietniu można wrzucać pod tym postem!