Bluzka w 5 minut…

Może z 5, to przesadziłam, ale nie więcej niż 15…

Dziś rzuciłam się na głęboką wodę – sama zrobiłam wykrój, niezwykle skomplikowany – składający się w całości z dwóch prostokątów. Żeby nie było zbyt trudno – prostokąty są równej wielkości. Mało tego! Zrezygnowałam z podkrojenia pod szyję – uwielbiam proste dekolty (a raczej ich zupełny brak). Dodatkowo, odpuściłam sobie wszelkie zaszewki oraz jakiekolwiek taliowanie. Najbardziej wyszukanym szwem w tej bluzce jest podwójna stebnówka.

Mimo wszystko jestem z niej bardzo zadowolona. Wiosennie i przyjemnie mi się zrobiło. Lubię luźne kroje na cieplejsze dni. Są zupełnie niezobowiązujące i bardzo wygodne.

Znów mam problem z określeniem materiału. To chyba cienka wełna – a przynajmniej tak mi śmignęło w sklepie.

Elektryzuje się. Jak tylko ubrałam – natychmiast do mnie przylgnęło. Na szczęście po chwili „odlepiło się”, ale i tak konieczne będzie pranie w płynie antystatycznym. Niemniej, tkanina jest cienka, nieprześwitująca i przyjemna w dotyku. Wygląda na to, że będzie się dobrze nosić.

A oto bluzka Instant na żywym organizmie:

DSC00164

DSC00163

DSC00157

DSC00151

DSC00170

DSC00171

Tutorial – okładka na książkę

Dziś wrzucam zaległy tutorial. Mam nadzieję, że przyda się Wam.

POTRZEBNE MATERIAŁY:
– dwa kawałki materiału – tkanina wierzchnia i podszewka,
– wstążka lub tasiemka na zakładkę,
– nici,
– obwoluta książki do odrysowania.

Potrzebne-materiały

KROK 1. Rozkładamy tkaninę, a na niej obwolutę. Tę ostatnią odrysowujemy na tkaninie wierzchniej oraz podszewce.

Krok-1

KROK 2. Wycinamy obie części.

Krok-2

 

KROK 3. Podszewkę i tkaninę wierzchnią składamy prawymi stronami do środka i przeszywamy krótsze brzegi.

Krok-3

 

KROK 4. Odwracamy materiał na prawą stronę i stebnujemy przeszyte brzegi. Ponownie wywracamy wszystko na lewą stronę.

Krok-4a

Krok-4b

 

KROK 5. Odmierzamy skrzydełka okładki i zaznaczamy ich długość na lewej stronie zarówno podszewki jak i materiału wierzchniego.

Krok-5

 

KROK 6. Zaprasowujemy wzdłuż zaznaczonych linii – lewe strony do środka.

Krok-6

 

KROK 7. Na lewej stronie przeszywamy dłuższe boki okładki (skrzydełka podwijamy do środka – zgodnie z zaprasowaniem). Dół przeszywamy na całej linii, na górze zostawiamy nieprzeszyte miejsce do wywinięcia materiału na prawą stronę. Uwaga! Ważne żeby miejsce to było na środku okładki. Należy pamiętać o zaryglowaniu końców szwu.

Krok-7

 

KROK 8. Wywijamy okładkę na prawą stronę i stebnujemy. Podczas stebnowania góry, zostawione miejsce podwijamy do wewnątrz, a na środku wsuwamy wstążkę, która będzie zakładką.

Krok-8

 

KROK 9. Prasujemy okładkę. Opcjonalnie można ozdobić zakładkę według uznania, np. koralikiem.

Krok-9

 

GOTOWE!

Gotowe

W Burdzie już lato! – 4/2014

Nie do wiary – Burda zagościła na moim blogu! Nie spodziewałam się, ale zapowiedź kwietniowego numeru spodobała mi się na tyle, że postanowiłam ją tu zamieścić.

Najbardziej przypadły mi do gustu ubrania typowo letnie, choć lata nie lubię. Tak, tak, wiem – trudno w to uwierzyć, ale zupełnie szczerze – nie lubię lata, nigdy nie lubiłam. Jakoś tak za gorąco, duszno, nudno, nic się nie chce. W ogóle słabo funkcjonuję podczas upałów, nie potrafię myśleć, ani wziąć się do jakiejś sensownej roboty… ale nie miało być o moich letnich dysfunkcjach, tylko o Burdzie. o.O

Materiał, z którego powstały dwa powyższe modele jest hipnotyzujący. Pierwszy – chyba szyfon, drugi – bawełna?, w podobnej tonacji i ze zbliżonym etno-motywem, absolutnie mnie zaczarowały, mimo, że nie kocham niebieskiego. Przyjdzie się niestety pogodzić z tym, że takich tkanin nie dostanę, ale mimo to obie sukienki bardzo mi się podobają i z otwartymi ramionami powitałabym je w mojej szafie. Tylko dekolt na pierwszym zdjęciu budzi moje wątpliwości, bo wygląda trochę jak…śliniak.

Materiał – nie, płaszcz – tak. Lubię takie, są bardzo praktyczne, tylko trzeba by znaleźć naprawdę ładną tkaninę, bo wzór na powyższej, jest koszmarny moim zdaniem, radosne lata 90.

Wyjdę na ignorantkę, ale wygląda jakby miała na sobie szalik spięty pasem – bez szału.

Fajnie, że pojawi się wykrój na takie spodnie. Żakiet, jak dla mnie, zbyt „klasyczny” i ramiona wydają się za szerokie.

Wygląda na sprytnie zrobione, ale nie dla mnie.

Zupełnie nie dla mnie. Trochę zbyt pidżamowate i jakby z innej epoki.

O, ta sukienka mi się podoba.
Ciekawy krój kojarzący się z kwiatem, jestem na tak.

Woda? :> Całkiem fajna bluzeczka.

Dekolt na tak! Reszta to po prostu dzianinowa sukienka. Phi! :D

Nie dla mnie. Nie podoba mi się ani bluzka z klapami, ani te hm…dresy?

Sukieneczka niczego sobie. Mogę mieć (:

Pani z rancza na Dzikim Zachodzie – chyba nie.

Bluzka mocno vintydżowa – jeśli ktoś lubi taki styl.
Jak dla mnie – całkiem przyjemna…przedłużyłabym i zrobiła taką letnią sukienkę.

Bardzo ładna bluzka! Bardzo. I rękawki 3/4 i trójkątny dekolt i w ogóle.

Jako sukienka też nie zła, ale materiał mi się nie podoba.

Błękitna w białe grochy – odpada…ale np. beżowa?
Zdjęcie robi mi dużą nadzieję i ochotę na tę sukienkę.

Torba? Oczom nie wierzę!

Żakiet – TAK. Sukienka – 3xTAK. No trafili w mój gust. Wzór tkaniny nie zachwyca, ale krój bardzo.

Serio? Coś nam się chyba nie układa pod pachami!

Spodnie <3 Majstersztyk! Czy to w ogóle będzie wykrój?

To tyle – w moim, subiektywnym skrócie. Wybrałam oczywiście to, co zwróciło moją uwagę, spodobało mi się, w jakiś sposób zaintrygowało, albo zniesmaczyło. Co do dziecięcych wykrojów – nie wypowiadam się, bo i tak żadnego takiego ciucha nie popełnię – nie mam komu. Wydaje się, że będzie również męska marynarka – no szok! Czyżby Burda zauważyła istnienie panów na świecie?

Ogólnie numer mi się podoba. Trochę boho, trochę retro, trochę vintage. Pewnie nawet się skuszę. Co Wy o tym myślicie?

Źródło: p-an-da

Ruda dzianina, ale inna

Sukienka powstała ostatnio, nie bez problemów. Z szyciem odzieży zawsze mam problemy, prawdę mówiąc.
Tym razem po pierwszym szyciu musiałam obciąć szwy, bo okazały się zbyt grube i zwijały się. Na szczęście, tej nieziemsko rozciągliwej dzianiny przymusowe zmniejszanie nie obeszło specjalnie i nie mam problemów ze zmieszczeniem się w nową kieckę.
Dzianina jest bardzo przyjemna, bawełniana i cienka – typowo wiosenna. Moja garderoba zresztą powoli się przygotowuje do wiosny, dlatego nawet nie chcę słyszeć o powrocie zimy.

Wykrój z odzysku – pociachałam starą sukienkę z podobnej dzianiny, tylko czarnej. Dawczyni po około 3 latach użytkowania przestała nadawać się do chodzenia. Niby mogłam po prostu rozłożyć ją na nowym materiale i odrysować, ale nie było mi jej żal, no i zastanawiałam się nad konstrukcją dekoltu – wody. Wiem, żadna filozofia, ale nigdy wcześniej takiego nie szyłam, mimo, że bardzo je lubię.

Plecy i rękawki są wystebnowane, ale zrezygnowałam ze stebnówki na dole – nie chciałam żeby obciążała sukienkę, a już broń boże – odstawała tworząc koło w okolicy kolan.

DSC00006-001

DSC00012-002

DSC00022

DSC00013-001

DSC00023-001

DSC00021-001

DSC00028

Bardzo Subiektywny Poradnik Szyciowy – Wykroje z odzysku

Dziś notka bez zdjęć, ale w zamian postanowiłam wskrzesić cykl, którego już dawno na blogu nie było – Bardzo Subiektywny Poradnik Szyciowy.

Wykroje często spędzają nam, szyjącym sen z powiek. Każda z nas nieraz użerała się z poknoconym wykrojem, każda miała problemy z rozmiarówką, każda zepsuła kiedyś ładny kawał tkaniny. Jeśli nie – pochwalcie się jak to zrobiłyście!

Muszę przyznać, że panicznie boję się używania niesprawdzonych wykrojów: z gazet, stron internetowych lub po prostu „na oko”. Boję się szczególnie Burdy, bo wiele złego słyszałam o jej wykrojach (zwłaszcza w nowszych numerach). Obawiam się, że nie potrafię samodzielnie naprawić wykroju, bo moje doświadczenie w konstruowaniu ubrań jest niewielkie. Każde szycie odzieży jest dla mnie eksperymentem i nader często trafiają mi się niewypały.

Zdarzało mi się ściągać wykroje z papavero  i nabrałam zaufania do tego serwisu. Raz tylko nie wyszło mi ubranie szyte z Papavero, ale samobiczuję się, bo z własnej winy wybrałam zły materiał. Gdy używamy wykrojów z tego serwisu, musimy również mieć choć zielone pojęcie o szyciu, bo przygotowany wykrój trzeba samodzielnie zestawić. …a i samo przygotowanie papierowego wykroju zajmuje sporo czasu.

Ostatnio stosuję najbardziej łopatologiczny sposób pozyskiwania wykrojów, ale nie obywa się bez ofiar. Wymaga on poświęcenia starej/za małej/ zniszczonej rzeczy, w celu przerobienia jej na wykrój. Dużym ułatwieniem jest to, że można dokładnie prześledzić sposób uszycia rzeczy jeszcze przed spruciem/ rozkrojeniem, a rzecz, którą uszyjemy będzie już sprawdzona – przecież nosiłyśmy ją przez wiele lat. Wybrane ubranie można rozkroić lub spruć. Kroić można po głównych szwach, niestety zamki, zaszewki i plisy najlepiej spruć, żeby nie stracić niczego z wykroju. Polecam ten sposób, jest najbezpieczniejszy i zawsze można poświęcić coś, czego nie będzie szkoda. (:

Ptasio i króliczo

Dziś pospołem wystąpią u mnie ptak-drapieżnik i królik. Wśród moich uszytków żyją sobie spokojnie i w zgodzie.

Poznaliście już moje okładki z kotami, teraz przyszedł czas na okładkę z sową. Ptak z niej dość płaski, aczkolwiek praktyczny i wyjątkowo pokojowy, jak na drapieżnika – żywi się celulozą i dobrą literaturą. Zaprojektowałam go niedawno, jako moją reakcję na sowią modę, która zapanowała nam jakiś czas temu.

Nad ptaszyskiem umieściłam napis mobilizujący. Gdy spoglądają na nas z jakiejś półki takie ślepia i uparcie mówią „Przeczytaj mnie!” – to pewne, że w końcu ulegniemy.

(PS Okładkę można zamówić u mnie w dowolnym rozmiarze)

DSC00979-001

Drugim uszytkiem, który powstał paradoksalnie w Dzień Kota jest królik. Trochę jest zwariowany, ale przyjazny. Ślepka ma przyklejone, a z boku zamontowałam mu metkę z Zashevkowym logo. Jest niewielki – mieści się na ręce i milutki – po prostu esencja królikowatości.

DSC00026-001

DSC00016

DSC00005

Jak się podobają?

Szaro, szarzej…jeszcze szarzej

Pewnie zauważyliście, że to nie jest dobry dzień na zdjęcia. Powiedziałabym nawet, że jest bardzo niedobry. Próbowałam usilnie, robiłam co mogłam, ale niestety zdjęć nowej okładki nie będzie dziś. Przy sprzyjających okolicznościach – będą jutro.

Wspomniana w tytule szarość nie odnosi się jednak jedynie do pogody. Ostatnio mam ogromną ochotę na coś kolorowego. Niemożliwe prawda? Przy moim chorobliwym zamiłowaniu do beżów i brązów taka zachcianka nie wydaje się normalna, choć czuję, że to nadchodząca wiosna maczała w tym palce. (; Tak czy inaczej, mam dość szarości, a biorąc pod uwagę, że jutro wybieram się po tkaniny… Jeśli ten stan mi się utrzyma, to może być nieprzewidywalnie.

Skoro się zdradziłam z moją wycieczką po materiał, to już wygadam się do końca.

Koniec lutego, przy takiej pogodzie, jaka ostatnio do nas zawitała, to idealny moment żeby zacząć majstrować wiosenny płaszcz, czyż nie? Przynajmniej ja już dłużej nie wytrzymam. Od kilku lat [sic!] marzy mi się mocno rozkloszowany płaszcz i w tym roku muszę sobie wreszcie taki uszyć. Za wszelką cenę! Krótki risercz w góglu nie wykazał żeby w tym roku rozkloszowane płaszcze miały być hitem sezonu, ale przecież moda nie może mną rządzić, skoro skutecznie i z pełną premedytacją opieram się jej już około ćwierć wieku (;

Miałam na koniec postu wrzucić jakieś płaszczowe inspiracje, ale w internecie same nudy, więc chyba sobie oszczędzę. Mam nadzieję, że zdjęcie z kotem w jakimś stopniu zrekompensuje Wam zupełnie nieszyciowy charakter tego wpisu.

61644_425973860789248_1918113050_n

 

Wczoraj odbyło się krakowskie spotkanie szyjących w Big Mango. Bardzo żałuję, że nie mogłam się na nim zjawić, ale musiałam wcześniej wyjechać. Następnym razem mnie nie zabraknie!