Odpoczywamy?!

Wczorajszy dzień był bardzo zwariowany i nieziemsko męczący, więc na koniec stwierdziłam z pełną stanowczością i zdecydowaniem – „jutro odpoczywamy!”. Dobrze pewnie wiecie, że takie stwierdzenie to tylko kuszenie losu i zapewne spodziewacie się, że o odpoczywaniu dziś nie mogło być mowy.

Zaraz pokażę Wam dlaczego:

hh

Zdjęcie pierwsze od lewej: Powód mojego porannego wkurzenia. Naprawdę cenię i szanuję pocztę polską, ale dziś przeszli samych siebie. Listonosz, nadgorliwiec zadzwonił do moich drzwi o 8. Akurat w dniu, kiedy postanowiłam sobie poleniuchować z rana, bo kopytka mnie bolały jeszcze po wczorajszym lataniu po mieście. Przez chwilę, półprzytomnie pomyślałam „nie otwieram”, ale wizja wieczornej wycieczki po paczkę jakoś przywróciła mi przytomność umysłu.
A i oczywiście wytłumaczenie, co to za „zębatki”. Otóż, pierwsza część zamówienia… Bazy do kaboszonów. Jak tylko dojdzie reszta, będę robić biżuterię.

Obok: Chyba tylko to było w stanie poprawić mi humor po listonoszu – przygotowanie zamówienia dla Goldenbrown. Torba i okładka z kotami – komplet. Droga Goldenbrown – mam nadzieję, że się podobają? Dla mnie to była czysta przyjemność. Dziękuję za przemiłą współpracę i polecam się na przyszłość (:

Niżej, po lewej: Efekt czystki jaką przeprowadził w swojej szafie mój mężczyzna. Dawcami zostały bawełniane podkoszulki. Przeprowadzam teraz operację na nich – robię Zpagetti, o którym pisałam tutaj. Właśnie powstaje pierwszy, biały koszyczek. Jeszcze trochę krzywy i dziurawy, ale to moja pierwsza próba ze zpagetti. Nawet wysłużone szydełko zechciało współpracować. Mogłoby być nieco grubsze, ale trudno.

Obok: Moje „firmowe” naszywki, które powstały dziś w ramach nauki nowej metody – transferu nitro. Zainspirowała mnie do tego Marta z bloga http://wiklinoweroznosci.wordpress.com/, która wykonuje piękne rzeczy między innymi przy użyciu transferu nitro.

Ostatni rząd, po lewej: Pięć ślicznych tkaninek wygranych w Candy organizowanym przez autorkę bloga http://szyjdobrze.pl/. Znalazłam je wczoraj wieczorem w skrzynce i teraz cały czas zastanawiam się, co z nich powstanie. Tak, już mam.

Obok: Plany na wieczór. Wyśmienita Pruska narzeczona Jurija Bujdy i, nie mniej wyśmienita, herbatka z owocami leśnymi. Może wreszcie odpocznę… (:

Reklamy

Przenośnik na dokumenty

Teczka to nie jest słowo, które dobrze brzmi. Powiedziałabym nawet, że brzmi fatalnie. Poza tym, teczka kojarzy się z czymś urzędowym (żeby gorzej nie powiedzieć, bo w końcu każdy z nas ma swoją teczkę i to bynajmniej nie w domu), sztywnym i smutnym.

DSC00621

Etui też nie jest dobre, zupełnie nieokreślone (przecież wszystko może mieć etui), a przez to zawiera w sobie wszystkie możliwe znaczenia.

DSC00631

Z przenośnikiem jest inaczej. Od razu wiadomo, że przenośnik jest po to żeby przenosić, a skoro można przenosić, to można również coś do niego schować. Przenośnik nie brzmi tak beznamiętnie jak etui, ani negatywnie – jak teczka. Mnie przenośnik, od jakiegoś czasu, kojarzy się z czymś przyjemnym w dotyku, miękkim i estetycznym, a jednocześnie praktycznym i pomocnym. Pokażę Wam dlaczego…

Można zasunąć…

DSC00651

Można rozsunąć…

DSC00645

Można znowu zasunąć…

DSC00650

Ma 3 duże kieszenie i jedną małą. Rozmiar nieco większy niż A5 i nieco mniejszy niż A4..

Jest ocieplone delikatnie, a dzięki temu miękkie i przyjemne w dotyku. Uszyte w całości z bawełny (100%), wypełnienie standardowe – poliester.

Z moim (na zdjęciach powyżej) się nie rozstaję, ale na zamówienie mogę uszyć podobne (rozmiar, kolor i cena – do uzgodnienia).