Recykling Szyciowy – marzec 2014

Długo myślałam nad formułą mojej zabawy (oj długo, długo, bo w końcu już 9.). Doszłam w końcu do wniosku, że comiesięczne wyzwania nie są tym, o co mi chodzi. Zapowiadam od razu, że wyzwania będą, ale od czasu do czasu i w formie konkursów – zamiast candy. Ot taki mam pomysł. Zobaczymy jak to wyjdzie. :)

Jako zabawę cykliczną proponuję coś innego – Recykling Szyciowy.

zmieniamy rzeczy

Aby wziąć udział, należy:

a) na pasku bocznym swojego bloga umieścić banerek i podlinkować go do konkretnego miesiąca zabawy;
b) pod tym postem (a w następnych miesiącach – pod postem z podsumowaniem), za pomocą formularza InLinkz, umieścić link do swojej pracy recyklingowej;

Zasady:
a) Praca recyklingowa ma obejmować dwa zdjęcia rzeczy: przed/po.
b) Za recykling uznajemy wszelkiej maści przeróbki, zmiany i metamorfozy rzeczy już istniejących – mogą to być własne uszytki, ubrania po babci/cioci/wujku/siostrze itp., rzeczy z sh, przerobiona odzież, dekoracje, zabawki itp. itd., słowem wszystko, co zmieniło swój wygląd lub funkcję.

Comiesięczna forma zabawy ma nam dawać motywację do regularnego recyklingowania. Warto żeby „bezużyteczne” rzeczy nie były składowane w szafie, ale na bieżąco „modernizowane”. Cykliczne podsumowania będą okazją do pochwalenia się swoimi dziełami i promocji bloga.

Polecam również przesyłanie swoich przeróbek do Spisu u VayleByMe, która zbiera razem wszystkie pomysły DIY – Zrób To Sam. Myślę sobie, że fajnym pomysłem byłoby również pokazanie waszych realizacji pomysłów z jej spisu – taka kooperacja Recyklingu i DIY.

Bardzo Subiektywny Poradnik Szyciowy – Gdy nożyczki przestają ciąć.

Dziś słów kilka o cięciu, a ściślej rzecz biorąc o nożyczkach.

Pursuing Scissors

Nożyczki do krojenia tkanin muszą być ostre. Tępymi nożyczkami nie da się kroić, bo to męczarnia zarówno dla nas, jak i dla materiałów. Istnieje kilka złotych zasad, które przedłużają życie ostrym nożyczkom, ale nie ma nożyczek, które się nie tępią wcale (nieważne, jak będą drogie i profesjonalne).

Bez względu jednak na to, ile kosztował nasz sprzęt, jest kilka domowych sposobów, które mogą przywrócić go do życia.

Ponoć istnieją ludzie, którzy zajmują się zawodowo ostrzeniem nożyczek, ale – zgodnie z duchem bloga – ja stawiam na DIY.

Scissors

1. Pierwszy sposób wygrzebałam w internecie.
Do ostrzenia może posłużyć gruboziarnisty papier ścierny. Po prostu przecinamy papier tępymi nożyczkami do czasu, aż będą ostre. Potem warto kilka razy przeciąć kartkę papieru, żeby zlikwidować zadziory, które mogły powstać podczas ostrzenia. Do spiłowania zadziorów możemy też posłużyć się cieńszym papierem ściernym.

2. Można również złożyć kilkakrotnie folię aluminiową (tak, by była dosyć gruba) i ciąć ją na cienkie paseczki.

3. Trzeci sposób jest dość prozaiczny i oczywisty. Wykorzystać do ostrzenia można po prostu osełkę (tę samą, której używamy do noży). Ostrzymy je w podobny sposób – pocierając każde z ostrzy osobno, z wyczuciem, raz po jednej, raz po drugiej stronie.

4. Jeśli macie w domu nadwyżki szpilek lub igieł, to słyszałam, że można przecinać je, co daje taki sam efekt, jak w przypadku folii aluminiowej. Ja niestety mam wiecznie deficyty tych przyborów, bo wszelkie zapasy szybko gubię.

5. Ostatni sposób, którego nauczyła mnie mama, jest stosunkowo najbardziej ekonomiczny. Bierzemy butelkę szklaną o dość cienkiej szyjce i piłujemy, aż nożyce staną się ostre. Osobiście najczęściej stosuję ten ostatni sposób i jestem dość zadowolona z efektów.

Scissors Metal

Ostrych nożyczek życzę!

Bardzo Subiektywny Poradnik Szyciowy – Nici

…czyli czym szyję i jak się tym szyje.

W najbliższym czasie wpisy pojawiać się będą częściej. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – codzienne. Powód jest prosty – miałam niedosyt szycia przez ostatnie dni i już nie mogę się doczekać aż uszyję wszystko to, co zaplanowałam. Drugi powód jest taki, że trzeba nadrobić wszystkie blogowe zaległości.

Skoro dziś wtorek, to czas na Bardzo Subiektywny Poradnik Szyciowy. Z tej okazji postanowiłam Wam przedstawić moje zasoby niciowe, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nazbierało się tego bardzo dużo, trochę odziedziczyłam po mamie, trochę dokupiłam. Niektóre są bezimienna, inne – wręcz przeciwnie, ale oświadczam, że żadna firma mi za spam nie zapłaciła.

Oto jedna z szuflad w moim nitkowym pudełku:

DSC00292

Najczęściej zdarzają się tu nici marki GÜTERMANN. Są hipermocne i moim zdaniem – idealne, ale stosunkowo drogie. Ich ceny zaczynają się od około 6 złotych za 100 metrów nici uniwersalnych, nie za grubych, nie za cienkich, poliestrowych, inne typy (ekstramocne, ozdobne itp.) są odpowiednio droższe. Niby 6 złotych to nie dużo – owszem, ale w moim przypadku często tkaniny są tańsze od nici – kilkukrotnie, dlatego piszę, że Gutermanny są względnie drogie. Świetnie nadają się do szycia na maszynie, są porządnie utkane, nie mają żadnych guzków, maszyna doskonale sobie z nimi radzi. Gorąco polecam, warto je mieć.

Poza Gutermannami często pojawiają się nici Amann z serii saba i rasant. To dobre, szwalnicze nici przemysłowe. Nie wiem czy można kupić je detalicznie, ja posiadam ich spory zapas z nieistniejącego już zakładu szwalnicznego w moim mieście. Nici saba są w 100% poliestrowe, zaś rasant mają poliestrowy rdzeń oraz bawełniany oplot. Łatwiejsze w użyciu są nici saba – poliester to włókno sztuczne, jeśli jest dobrze zrobione, to nie ma żadnych zgrubień i jest trwałe, nadaje się do szycia wszystkich materiałów – bezproblemowe po prostu. Nici bawełniane płatają psikusy, kiepsko zrobionymi nie da się szyć, dobre zdarzają się stosunkowo rzadko i są drogie. Przędza bawełniana ma naturalne nierówności, które mogą nie podobać się wrażliwszym  igłom, maszynom i tkaninom przede wszystkim. Wspomnę też o niciach Ackermann przeznaczonych głównie do haftu. Są podpisane Ackermann, ale podejrzewam, że to po prostu jakaś starsza/nowsza wersja nici Amann. Jakość ta sama, nazwy serii również. Godne polecenia.

DSC00285

Sporadycznie zdarzają się chińskie nici firmy Flying Wheel. Z tego co pamiętam są to nici naprawdę niskobudżetowe – około 1 złoty za jakieś 400 metrów (szpulki nie mają oznaczeń, dlatego podaję orientacyjnie). Nie są to nici bardzo kiepskie, poliestrowe, ładny splot, żywe kolory, ale dość słabe, zdecydowanie lepiej się sprawdzają przy szyciu ręcznym.

DSC00282

Powyższa nić to produkt polskiej firmy Ariadna. Wiadomo z mitologii, że nici Ariadny sprawdzają się całkiem nieźle, z ich pomocą można wyprowadzić herosa z labiryntu, a czy można szyć? Jak najbardziej! Nić na zdjęciu wyżej jest jedwabna. To rarytas w mojej kolekcji. Pierwotnie przeznaczona była do eleganckiego stebnowania, do szwów jest za gruba. Jest dosyć rozciągliwa i mocna, nadaje się do dużych igieł – od 90 wzwyż, mniejsze mogą nie poradzić sobie z nią i zerwać nić (albo gorzej), bo mają za małe dziurki. Nici Ariadna nie są drogie, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich jakość. Ostatnio za 200 metrów zapłaciłam 2 złote, a to nie była tania pasmanteria. Do szycia, dla początkujących lub na domowe potrzeby – w sam raz.

Innym polskim producentem, którego nićmi szyję jest Frabryka Nici Amanda. Posiadane przeze mnie sztuki pochodzą z serii Arena, są elastyczne, poliestrowe, posiadają imponującą paletę kolorów. Dostępne są nici różnej grubości, w zależności od tkanin, które zamierzamy szyć. Firma Amanda posiada bardzo przyjazną i czytelną stronę internetową, na której łatwo zidentyfikować posiadane nici i dobrać do nich odpowiednią tkaninę  i igłę. Złożyło się tak, że tymi nićmi szyłam często sukienki i muszę powiedzieć, że jestem zadowolona, tym bardziej, że wykorzystywałam raczej nieprzyjazne materiały – atłas, satynę, szyfon, dzianiny.

Znalazły się u mnie też nici z Forbitexu, seria Trecore. To również nici przemysłowe i nie znalazłam możliwości kupienia ich w polsce stacjonarnie. Okazyjnie pojawiają się na allegro. Są to nici bardzo mocne, mają szeroki wachlarz grubości, przez co nadają się do każdego materiału.

A jaki jest wasz ulubiony producent nici?