Bluzka wiązana pod szyją

Postanowiłam ostatnio, w ramach niekończących się postanowień noworocznych, że zacznę szyć ubrania. Wczoraj powstał pierwszy ponoworoczny ciuch, więc spieszę, aby go Wam pokazać.

Bluzka wiązana pod szyją. Niby klasyka, ale z epoki wiktoriańskiej. Całe szczęście, że w modzie wszystko wraca, a tym razem przyszła kolej na takie bluzki.

Podobają mi się one od wczesnych, studenckich czasów, choć jakoś nigdy nie miałam odwagi sobie takiej uszyć. Zawsze miałam  wymówkę – a to nie mam materiału, a to wykroju mi trzeba, wiadomo…powód zawsze się znajdzie. Teraz, w ramach przezwyciężania szyciowych fobii, ten projekt poszedł na pierwszy ogień.

Do uszycia bluzki wybrałam cieniutki, bawełniany batyst. Bluzka jest absurdalnie leciutka i przyjemna w dotyku – dość śliska i delikatna. Pierwszy raz szyłam z batystu i niestety nie szyło się najlepiej. Tkanina była zbyt śliska i moja maszyna lekko się buntowała, drobnym minusem był też gęsty, płócienny splot – materiał nie toleruje pomyłek, bo dziurki po igle są bardzo, bardzo widoczne.

Wykrój wzięłam z mojej dawnej koszuli. Musiałam go powiększyć i przerobić kołnierz (oryginalnie był tradycyjny kołnierzyk), usunęłam też kieszonki. Sam wykrój okazał się banalnie prosty – 2 razy przód, 1 raz tył, 2 razy rękaw, 2 razy plisa do guziczków i wstęga na kokardę…a i jeszcze obszycia rękawów. Bluzka, dzięki zaszewkom, jest mocno wytaliowana (tak jak lubię), rękawki lekko marszczone przy dolnym brzegu.

Tak się prezentuje w stanie rozwieszonym:

DSC00916

A tak na żywym organizmie:

DSC00929-001

DSC00927

DSC00926-001

Uznałam, że jest w sam raz do kamizelki:

DSC00934-001

DSC00943

Sukienka z metra i konkurs mamycel.pl

Miałam niemałe opory przed szyciem dzianiny – tyle się można inwektyw pod jej adresem nasłuchać. To był mój pierwszy raz z dzianiną, więc naturalnym jest, że nieco się bałam i zwlekałam długo ze skrojeniem materiału.

…ale zacznijmy od początku. Pewnego dnia, po przebudzeniu, zorientowałam się, że mam silną, naglącą potrzebę posiadania dzianinowej sukienki na jesień. Dobrze się złożyło, że akurat w tym czasie wybierałam się do rodzinnego miasta. Na miejscu ochoczo pobiegłam do mojego ulubionego tekstylnego, aby za ostatnie grosze kupić materiał na kieckę (to chyba znów choroba jakaś). Znalazłam ładną, czarną jak noc, bawełnianą dzianinę. Początkowo wydawała mi się dość gruba, ale ostatecznie zdecydowałam, że zaryzykuję. Kupiłam metr (powinnam była kupić co najmniej metr dwadzieścia), wydałam 16 złotych.

Rytualnie przetrzymałam dzianinę 2 tygodnie w szafie (każda tkanina musi zostać zaaresztowana na jakiś czas, niech nie myśli, że będzie łatwo), ale w końcu się przemogłam. Wydrukowałam ten oto wykrój z Papavero, skleiłam i skroiłam.

Zasiadłam do maszyny z sercem na ramieniu, ale okazało się, że dzianinę szyje się niezwykle przyjemnie, choć trzeba być ostrożnym, żeby nie rozciągać w trakcie szycia. Być może to szczęście początkującego, może jakaś fenomenalna tkanina mi się trafiła, ale nie miałam z nią żadnym problemów.

Efekt jest taki (przepraszam, za zdjęcia robione skarpetką – poprawię się):

DSC00360DSC00359

DSC00368

DSC00374

Na ostatnim zdjęciu widać zaszewki na piersiach – bałam się ich, ale wyszły całkiem nieźle (moim zdaniem).

Trochę nie moja długość – wolę do kolan, ale mimo wszystko świetnie się w niej czuję.

Jeszcze jedno:
Biorę udział w konkursie „Rękodzieło inspirowane barwami jesieni”
http://www.mamycel.pl/artykul/382/konkurs.rekodzielo.inspirowane.barwami.jesieni.html

Zapraszam Was do udziału w zabawie. :)