O workach i uzależnieniach

Przyznaję się bez bicia, że jestem niepoprawną kawoholiczką.

Kawa to mój ulubiony napój, ale obowiązkowo musi być pół na pół z mlekiem. Pierwsze co widzę po przebudzeniu, to kawa. Nie zmieniło tego nawet mocne postanowienie zdrowego odżywiania. Jem grzecznie płatki owsiane, chleb żytni, góry zieleniny i owoców, ale kawy z rana sobie nie odmówię. Jeśli kiedyś nie wypiję rano kawy to będzie oznaczało koniec świata – niezawodnie.

Z miłości do kawy wpadłam na pomysł dzisiejszej dekoracji. A właściwie – z miłości do kawy i ekododatków…

Bardzo lubię ten styl i najchętniej przy urządzaniu wnętrza sięgam po brąz i biel, ewentualnie naturalne zielenie. Najlepiej czuję się w otoczeniu drewna i niebarwionych, naturalnych dodatków.

Woreczki uszyte zostały wczoraj, tkanina – niestety nie jestem pewna, co to dokładnie jest – miała fabrycznie zrobione dziurki w sam raz do przewleczenia tasiemki.

Woreczki oczywiście, jak to woreczki, zastosowań mają bez liku. Przydadzą się w domu i w podróży. Jakoś nie mogę się oprzeć ich urokowi… i jeszcze zapach kawy. Prawie zapominam o mojej grypie.

DSC00843-001

Zapraszam do komentowania, bo ostatnio odczuwam niedosyt Waszych głosów. (:
I nie dajcie się grypie!

Melancholijnie. Woreczki na zioła

Ostatnio mam dłuższy kryzys szyciowy/życiowy. Staram się powoli wdrażać, ale spokojnie, stopniowo. Dziś zaległe (od dłuższego czasu) woreczki na zioła. Obecnie jest w nich mięta ususzona latem. Sporadycznie z domieszką innych dziurawców i hyzopów. Lubię zbierać i suszyć zioła. To zajęcie na pograniczu medycyny  i pogaństwa. Takie lubię najbardziej.

Co do woreczków to powstały z absolutnych ścinków. Maniakalnie chomikuję wszelkie resztki i przetwarzam w tak zwane „cobądź”.

DSC00035 DSC00040-001 DSC00041 DSC00045 DSC00049

 

Melancholia osiągnęła dziś u nas poziom krytyczny. Słuchamy:

Czas w woreczu

…czyli trochę o braku czasu. a trochę o woreczkach.

Mam nadzieję, że siedzicie sobie teraz wygodnie i bezwstydnie się lenicie, bo przecież gdzieś muszą się znajdować te światowe pokłady lenistwa, skoro u mnie ich nie ma.

Ostatnio czasu nie mam za grosz. Ten stan potrwa jeszcze co najmniej do poniedziałku, a w najgorszym wypadku do połowy grudnia. Nie mam czasu nie tylko szyć, ale nawet oddychać, a mimo to postanowiłam coś napisać, choć wpis będzie raczej ubogi w treści.

Po pierwsze chwalę się, że jedna z moich toreb dziś pojechała do Japonii, mam nadzieję, że klientka będzie zadowolona. Takie sukcesy marketingowe, dają dużo radości, motywacji do szycia i troszkę grosza na nowe tkaniny.

Poza tym rozpoczęłam w biegu szycie woreczków na suszone zioła. Będą przeznaczone na lawendę i miętę. Szyję je ze znajomej już skąd inąd tkaniny. Mam kilka zdjęć z ich powstawania, niestety nie mam czasu żeby je dokończyć.

DSC00188

DSC00190-001

DSC00193

 

Ponadto, zamówiłam na alle(dro)go trzy motki czesanki (ciemny brąz, pomarańcz i cynamon). Mam nadzieję, że wkrótce do mnie trafią, bo jak tylko uda mi się wygospodarować nieco czasu – zabieram się do szycia lalek, tym razem z włosami właśnie z czesanki. Zobaczymy, jak to się skończy.

Pozdrawiam serdecznie!