Powrót do dzieciństwa + TUTORIAL

Zafundowałam sobie powrót do dzieciństwa – kupiłam kolorowankę oraz pisaki. Jestem konserwatystką – wolę farbki od pisaków (tyle możliwości, mieszanie kolorów, dowolna grubość linii itp., itd.), ale muszę przyznać, że z pisakami też jest dużo radości. Te moje to pisaki z IKEI za 7,99 bodaj, więc bardzo niskobudżetowe. Mają swoje plusy i minusy – w najbliższym czasie o nich coś więcej.

DSC00002

Ostatnio mam straszną ochotę na kolory – jeśli ktoś mnie nie powstrzyma, to będzie bardzo kolorowe lato – boję się, że zacznę wyglądać jak…jarmark, albo bur…coś jeszcze gorszego.

Dziś szybki tutek – Jak uszyć pojemnik z kwadratowym dnem?
Kurs dla ABSOLUTNIE POCZĄTKUJĄCYCH.

1. Przygotowujemy 2 prostokąty (u mnie ok. 44x22 cm) i jeden kwadrat (u mnie 12x12)

DSC00003

2. Składamy materiały, kolejno: wierzchnia strona nadrukiem do góry, dno, podszewka.
Następnie zszywamy pierwszy brzeg spodu z pozostałymi tkaninami.

DSC00007

3. Kiedy „dojedziemy” do pierwszego rogu naszego dna, nacinamy rogi materiału wierzchniego oraz podszewki aż do szwu.

DSC00008

4. Zaginamy tkaniny prostopadle i składamy je z drugim brzegiem dna.
Czynność tę powtarzamy aż obszyjemy całość.

DSC00010

5. Składamy równo krótsze brzegi prostokątów i przeszywamy, a następnie odcinamy to co zostało.

DSC00012-001

DSC00013

6. Wywracamy wszystko tak, żeby materiał wierzchni znalazł się faktycznie na wierzchu,
wypychamy rogi dna.

DSC00015-001

7. Zaprasowujemy górne brzegi na 1-2 cm do środka.
(Nie byłabym sobą, gdybym – jak normalny człowiek – pomyślała o tym na początku).

DSC00017-001

8. Składamy razem szwy obu części, żeby się nam pojemnik nie skręcił.

DSC00019

9. Zszywamy brzegi, zaczynając od szwów.

DSC00021

10. GOTOWE!
Pojemnik można użytkować w stanie „defiladowym” (na baczność), albo wywinąć brzegi.

DSC00004 (2)

DSC00030

Taki jest mój sposób na pojemnik, jeśli macie lepsze – oświećcie mnie.

PS Bardzo tu cicho ostatnio – a ja tak lubię Wasze komentarze. (:

Śpiochy!

Ciśnienie dziś niskie, więc (żeby się dopasować do aury) pokażę Wam moje śpiochy… :D

Haha. Teraz dopiero skojarzyłam, jak to brzmi. Nazwa jakoś wcześniej przyszła sama z siebie, zupełnie nie wiązałam jej z tym śmiesznym skafanderkiem do spania. Każdy miał śpiochy, nie?

image_0
Źródło

Taaa, no właśnie. ^^

Ale moich śpiochów nie da się ubrać (a przynajmniej ja jeszcze nie wymyśliłam na to sposobu).
Za to można je przytulać, albo powiesić. Śpiochy to koty.
W ostatnim czasie powstało ich kilka…dokładnie 3, ale powstanie więcej. Będzie można je oglądać na fejsbuniu, albo kupić w moich sklepach: tu, tu, a wkrótce także tu.

DSC00012

DSC00015

DSC00017

 

Kotki mają zawieszkę do powieszenia na dowolnym haczyku.
Wysokie są na 15 cm, a szerokie na 7 – więc nie jakoś szczególnie opasłe.
…i ogólnie pocieszne – jakoś nie potrafię się nie uśmiechnąć na ich widok. ^^

Ten na zdjęciach ma na imię Bazyl, ale jak zrobię sesję to podrzucę na FB też zdjęcia Borysa i George’a.

bezc2a0tytuc582u

Zeszyt z robakiem

Dostałam ostatnio nietypowe zamówienie. Miałam zrobić zeszyt 32 kartkowy z twardą oprawką. Widzieliście kiedykolwiek takie cudo? …ja też nie.

Ale wiadomo – rzeczy niemożliwe załatwiam od ręki, na cuda trzeba trochę poczekać. ;)
W tym przypadku obyło się bez czekania. Powstał męski zeszyt z okładką z tkaniny we wzór niczym ze starego atlasu biologicznego.
Nowy właściciel bardzo zadowolony ^^

Przód.

DSC00018

Tył.

DSC00020

Środek.

DSC00027

Z zewnątrz jest granatowy, wewnątrz – biały, z boku ma uchwyt na długopis.

PS Zauważyłam, że dziewczyny generalnie lubią grube zeszyty, a panowie cieniutkie… Nie chcę się wdawać w jakieś genderowe rozważania, ale to ciekawa prawidłowość ^^

A Wy w czym wolicie pisać?

bezc2a0tytuc582u

Ten jeden jedyny!

Czasem tak jest, że jedno spojrzenie wystarczy. Idziesz, niby nie zwracasz na nic uwagi, ale jak się pojawi na horyzoncie to wiesz, że to ten, ta, to… Potem możesz oglądać dziesiątki tkanin, wzorów, kolorów lecz Twój wzrok cały czas wraca do tego jednego jedynego. To już koniec, przepadłaś z kretesem.

Taki dzień…

Zdarza się, że wychodząc z domu wiem już, że to dobry dzień. Po prostu, intuicyjnie. Strasznie to zabobonne i mam wrażenie, że nikt rozsądny nie wziąłby tego na poważnie, ale ja jestem teraz śmiertelnie poważna. Wszystko dzieje się jak na zawołanie. Wchodzę do sklepu np. tkaninowego, od razu znajduję dokładnie to, czego potrzebowałam, coś krzyczy do mnie z półki „Weź mnie! Weź mnie!” – i wiem, że nie mogę odmówić. Wtedy zazwyczaj jestem zadowolona z zakupów. Kiedy męczę się, wybieram, przebieram i nie mogę się zdecydować, zawsze po powrocie jest coś nie tak – za mało, zbyt rozciągliwe, nie pasuje, źle się szyje, brzydkie itp. itd. Dziś był taki dobry dzień. Niby nie kupiłam nic szczególnie wymyślnego – ot, dzianinę na bluzkę, kilka podszewek, takie tam bzdury – ale właśnie te bzdury po jakie wyruszyłam na polowanie…

Jak prawdziwy zdobywca

Te myśliwskie metafory nie są przypadkowe. Lew, gepard, pantera, czy jakikolwiek inny dziki kot, wie o wiele wcześniej, która gazela znajdzie się dziś w jego szponach. Jest jego jeszcze zanim zerwie się do biegu, od samego patrzenia. W przypadku ciuchowych/tkaninowych zakupów bywa podobnie. Żadna racjonalizacja nie wchodzi tu w grę. Wypatrzone = moje. Miłość czy obsesja (a może jedno i drugie) – jeden impuls sprawia, że spośród dziesiątków podobnych materiałów, wiem który powinien znaleźć się w mojej szafie.

W sidłach szmatoholizmu

Można kupić o jeden kawałek za dużo, dwa ewentualnie… ale pięć metrów? Takie „szczęśliwe” dni, kiedy dokładnie wiem czego chcę i co mi się podoba, przeciwdziałają górom „(nigdy nie) przydasiów” rosnącym w naszych szafach. Pewność siebie i zdecydowanie – oto czego mi, domowej krawcowej, potrzeba. Kiedy wyruszam na zakupy z nastawieniem łowcy, a nie ofiary i wiem, że potem powiem „wszystko, co kupiłam było dobre”, łatwiej powiedzieć „nie” kolejnej szmatce, co do której nie jestem pewna, czy jest „must have” czy tylko „może się kiedyś, ewentualnie, przypadkiem przydać”.

Nic na siłę – to pierwsze i jedyne przykazanie udanych szmatozakupów.
Wierzę w zakupowe przeznaczenie.

669772_13940553-001
Źródło: http://www.freeimages.com/

Zeszyt powrotny

Tak mnie dawno nie było, że aż wstyd. Nie miałam ani krztyny czasu niestety. Mam nadzieję, że nadrobię to w najbliższym czasie i że zaglądacie tu jeszcze.

Chcę Wam pokazać dziś mój ostatni wytwór, którego jeszcze nie udało mi się upublicznić.
To zeszyt, notatnik powiedzmy – ładniej brzmi.
Zesz…notatnik ma 120 kartek, czyli 240 stron. Kartki są zszyte, a następnie przyklejone do uszytej okładki.
Format A5. Tkanina – bawełna. Ta wierzchnia to część mojej wygranej z Tutorialady, pochodzi ze sklepu House of Cotton.
Zakładka ze wstążeczki – ostatnio zaszalałam i kupiłam sobie 5 szpulek po 27 metrów, więc teraz mogę szastać.
Zapięcie zrobiłam na rzep, dość głośno się go otwiera. Po namyśle stwierdzam, że rzep to jednak zbyt mocne zapięcie dla zeszytu. Następnym razem muszę wykombinować coś bardziej cywilizowanego.

Bardzo lubię pisać po kartkach bez żadnych ograniczeń – kratek czy linii, więc zeszyt od razu poszedł w ruch i nie rozstaję się z nim teraz.

DSC00040
DSC00041
DSC00045
DSC00047
DSC00053
DSC00051

Retropłaszcz

Dziś, korzystając z pięknej pogody, postanowiłam pokazać długo obiecywany płaszcz. Oczywiście było tak gorąco, że spokojnie mogłabym chodzić w koszulce na szelkach, ale poświęciłam się, bo bardzo chciałam pochwalić się tym uszytkiem.

Tkanina, co nie do końca widać, jest w kratkę – beżowa kratka z czerwoną nitką nieszczególnie rzuca się w oczy na beżowym materiale – cóż. Płaszcz jest bawełniany, ma brązowo-złocistą podszewkę. Jest też niemiłosiernie wymięty, bo wczoraj było tak ciepło, że postanowiłam go zdjąć i upchnąć w torebce (taka mądra ja), a dziś nie chciało mi się go prasować (leniwa buła ze mnie).

Wykrój „inspirowany” dżinsowym płaszczem za 5 zł z sh. Inspirowany, bo właściwie całkowicie go przerobiłam i kroiłam „na oko”. Zmieniłam kołnierz – jest teraz bardzo szeroki i wykładany (ale można zapiąć pod szyję). Poszerzyłam każdy z dolnych klinów o około 30 cm, tak, że wyszło naprawdę „kołowato”. Dodałam szerokie, wywijane mankiety. Zlikwidowałam plisę na całej długości, a zamiast niej zrobiłam szerokie poły pod dwurzędówkę…po czym zrezygnowałam z dwóch rzędów, bo takie asymetryczne zapięcie spodobało mi się bardziej. Zrobiło się steampunkowo i mocno retro, trochę jak z Sherlocka. Jestem baaardzo zadowolona z tego płaszcza, mimo, że nie jest idealny, ale zupełnie według mojego pomysłu.

CAM00156-001CAM00164-001

CAM00163-001

CAM00187-001

CAM00190-001

CAM00182-003Dodam, jeszcze zdjęcie bez filtra, żebyście wiedzieli, jaki naprawdę ma kolor (:

CAM00182-004

CAM00152

Jabłkowe łapki

Pogoda, jaka jest, każdy widzi. Nie ma co dłużej psioczyć. Żeby oderwać się od smętnego patrzenia przez pochlapane okno postanowiłam uszyć łapki kuchenne – kolorowe i wesołe. Użyłam najbardziej klasycznych odcieni czerwonego i zielonego, oraz odrobiny brązowego – tak powstało jabłuszko.

Brązowy ogonek jest jednocześnie zawieszką, listek pełni wyłącznie funkcję dekoracyjną – przełamuje jednolitą czerwień. Lamówki wyszły mi trochę nierówno. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że robiłam je własnoręcznie z resztek tkanin, więc nie miałam w czym przebierać. Następnym razem wcześniej pomyślę o zaopatrzeniu się w zapas lamówki „na wszelki wypadek”.

Łapkę przepikowałam skośnie. Jako izolacji użyłam waty syntetycznej. Z tyłu łapka ma dwie kieszonki do włożenia ręki, żeby było wygodnie i bezpiecznie.

DSC00411 - Kopia

DSC00414 - Kopia

Miałam jeszcze tradycyjnie ponarzekać na pogodę do zdjęć, ale sobie daruję.