Bardzo Subiektywny Poradnik Szyciowy – Wykroje z odzysku

Dziś notka bez zdjęć, ale w zamian postanowiłam wskrzesić cykl, którego już dawno na blogu nie było – Bardzo Subiektywny Poradnik Szyciowy.

Wykroje często spędzają nam, szyjącym sen z powiek. Każda z nas nieraz użerała się z poknoconym wykrojem, każda miała problemy z rozmiarówką, każda zepsuła kiedyś ładny kawał tkaniny. Jeśli nie – pochwalcie się jak to zrobiłyście!

Muszę przyznać, że panicznie boję się używania niesprawdzonych wykrojów: z gazet, stron internetowych lub po prostu „na oko”. Boję się szczególnie Burdy, bo wiele złego słyszałam o jej wykrojach (zwłaszcza w nowszych numerach). Obawiam się, że nie potrafię samodzielnie naprawić wykroju, bo moje doświadczenie w konstruowaniu ubrań jest niewielkie. Każde szycie odzieży jest dla mnie eksperymentem i nader często trafiają mi się niewypały.

Zdarzało mi się ściągać wykroje z papavero  i nabrałam zaufania do tego serwisu. Raz tylko nie wyszło mi ubranie szyte z Papavero, ale samobiczuję się, bo z własnej winy wybrałam zły materiał. Gdy używamy wykrojów z tego serwisu, musimy również mieć choć zielone pojęcie o szyciu, bo przygotowany wykrój trzeba samodzielnie zestawić. …a i samo przygotowanie papierowego wykroju zajmuje sporo czasu.

Ostatnio stosuję najbardziej łopatologiczny sposób pozyskiwania wykrojów, ale nie obywa się bez ofiar. Wymaga on poświęcenia starej/za małej/ zniszczonej rzeczy, w celu przerobienia jej na wykrój. Dużym ułatwieniem jest to, że można dokładnie prześledzić sposób uszycia rzeczy jeszcze przed spruciem/ rozkrojeniem, a rzecz, którą uszyjemy będzie już sprawdzona – przecież nosiłyśmy ją przez wiele lat. Wybrane ubranie można rozkroić lub spruć. Kroić można po głównych szwach, niestety zamki, zaszewki i plisy najlepiej spruć, żeby nie stracić niczego z wykroju. Polecam ten sposób, jest najbezpieczniejszy i zawsze można poświęcić coś, czego nie będzie szkoda. (:

Reklamy

Sukienka z metra i konkurs mamycel.pl

Miałam niemałe opory przed szyciem dzianiny – tyle się można inwektyw pod jej adresem nasłuchać. To był mój pierwszy raz z dzianiną, więc naturalnym jest, że nieco się bałam i zwlekałam długo ze skrojeniem materiału.

…ale zacznijmy od początku. Pewnego dnia, po przebudzeniu, zorientowałam się, że mam silną, naglącą potrzebę posiadania dzianinowej sukienki na jesień. Dobrze się złożyło, że akurat w tym czasie wybierałam się do rodzinnego miasta. Na miejscu ochoczo pobiegłam do mojego ulubionego tekstylnego, aby za ostatnie grosze kupić materiał na kieckę (to chyba znów choroba jakaś). Znalazłam ładną, czarną jak noc, bawełnianą dzianinę. Początkowo wydawała mi się dość gruba, ale ostatecznie zdecydowałam, że zaryzykuję. Kupiłam metr (powinnam była kupić co najmniej metr dwadzieścia), wydałam 16 złotych.

Rytualnie przetrzymałam dzianinę 2 tygodnie w szafie (każda tkanina musi zostać zaaresztowana na jakiś czas, niech nie myśli, że będzie łatwo), ale w końcu się przemogłam. Wydrukowałam ten oto wykrój z Papavero, skleiłam i skroiłam.

Zasiadłam do maszyny z sercem na ramieniu, ale okazało się, że dzianinę szyje się niezwykle przyjemnie, choć trzeba być ostrożnym, żeby nie rozciągać w trakcie szycia. Być może to szczęście początkującego, może jakaś fenomenalna tkanina mi się trafiła, ale nie miałam z nią żadnym problemów.

Efekt jest taki (przepraszam, za zdjęcia robione skarpetką – poprawię się):

DSC00360DSC00359

DSC00368

DSC00374

Na ostatnim zdjęciu widać zaszewki na piersiach – bałam się ich, ale wyszły całkiem nieźle (moim zdaniem).

Trochę nie moja długość – wolę do kolan, ale mimo wszystko świetnie się w niej czuję.

Jeszcze jedno:
Biorę udział w konkursie „Rękodzieło inspirowane barwami jesieni”
http://www.mamycel.pl/artykul/382/konkurs.rekodzielo.inspirowane.barwami.jesieni.html

Zapraszam Was do udziału w zabawie. :)