Koty na książki!

Cóż poradzę, kiedy koty się mnie trzymają. :) Ostatnio powstało ich spore stado, które zaraz Wam przedstawię.

Zawsze chciałam mieć rudego kota. Uważam, że każdy porządny kot powinien być rudy. Obawiam się, że to efekt fascynacji Garfieldem, który zresztą jest dla mnie ideałem kota.

Wychodzi z tego, że moja (biało – tygrysia) kocica nie jest porządna ani idealna. Nic z tych rzeczy! Jest po prostu…niestereotypowa. Biega w bębnie od pralki, łapie (niewiele mniejsze od niej) gołębie, nigdy nie wchodzi na kolana, a czasem wskakuje do wanny pełnej wody. Kredka sprawiła, że zaczęłam uważać, iż koty przejawiają jakąś wyższą formę świadomości, która jest niemożliwa do ogarnięcia przez człowieka. Jej imię też nie jest przypadkowe (sama jestem zwolenniczką roślinnych imion dla kotów – kocura prawdopodobnie nazwałabym Szczypiorek). Kredka, jako małe, kilkutygodniowe, bezimienne kocię zjadła mi wszystkie kredki. Kiedy ją znalazłam, do całego futerka poprzyklejane miała rysiki, a na włosiu widać było wyraźne, tęczowe smugi. Kot przeżył. Według wszelkiego prawdopodobieństwa obyło się bez uszczerbku na zdrowiu.

Dziś pokażę Wam koty zupełnie niepodobne do mojego. Koty namalowane na okładkach. Wszystkie okładki pasują na książki i zeszyty formatu A5. Podpowiem, że z nimi właśnie będzie związane zbliżające się Candy z okazji 10 tysięcy odwiedzin.

DSC00853

DSC00863-001DSC00869

DSC00860

DSC00866

Reklamy